Wish List

19 lipca 2010 3% cukru

Zielony lub czerwony iPod Nano (16 GB)
Laserowa korekcja wzroku
Maho Beach
10-kilowe kroki
SE Xperia 10 lub mini Xperia
Canon EOS 500D Digital SLR

Sentyment

14 lipca 2010 0% cukru

Sentyment zawsze wygrywa ze złymi doświadczeniami czasów przeszłych. Wczoraj mój Last.fm odtworzył piosenkę Nine Inch Nails z albumu "With Teeth", a do mnie wróciły przeklinane wówczas momenty studenckie. Cała atmosfera tamtych dni. I poczułam błogi spokój. Dziś więc wygrzebałam zakurzone mp3 i włączyłam cały album. Teraz wszystko wygląda na łatwiejsze do zwalczania.

Czekam na sierpniowy urlop, w czasie którego rozpocznę kurs. Intensywne pięc dni wkuwania stref geograficznych, taryfowych i skrótów międzynarodowych lotnisk i linii lotniczych. Uch... No, ale sama chciałam.

Telefony

07 lipca 2010 0% cukru

Dzień w zasadzie myślami daleko od diety, za to gorączkowy telefonicznie. Wydzwaniam tu i tam i załatwiam zalegające sprawy. Trzy telefony zajęły mi niemal cały dzień, bo mam jakąś barierę językową i nie lubię rozmawiać po angielsku przez telefon. Muszę widzieć rozmówcę, bo inaczej zaczynam się plątać i denerwować.

Tak więc gryząc paznokcie zrywałam umowę z 3 Mobile. Kiedyś dla hecy kupiłam telefon na abonament i tak się z tym bawiłam ponad dwa lata, chociaż w międzyczasie używałam telefonu na kartę z O2, gdzie doładowane dziesięć funtów starczało mi na dwa miesiące. Nie wiem, skąd u mnie ten finansowy szał i pakowanie się w zobowiązania, na które mnie nie stać. Na stronie WWW znalazłam numer kontaktowy i wywołujący tik oka fragment, że będę musiała porozmawiać z konsultantem. Wdałam się w ponad dwudziestominutową dyskusję z panem z customer service i szlag mnie trafiał, bo ja mu, że chcę pomachać "papa", a on mi, że mi da coś jak PAYG za osiem funtów miesięcznie i w tym będę miała 100 darmowych minut gdziekolwiek, ileś-tam darmowych sms-ów i Bóg wie, co jeszcze. Ja, że nie, że chcę tylko rozwiązać umowę i żadnych więcej finansowych zobowiązań. On, że w takim razie da mi 300 minut za tę samą cenę i reszta bez zmian.
Dwadzieścia minut się użerałam! Nigdy więcej 3 Mobile. A mój landlord mówił, że są dodgy. Niech ich szlag.

Drugi telefon do obsługi mojej karty kredytowej. Próbując się zalogować do swojego konta musiałam odpowiedzieć na szereg zabezpieczających pytań, na które odpowiedzi pozapominałam. Najpierw zapomniałam loginu, a jak sobie przypomniałam to odleciałam na pytaniu o hasło. Gdy już się tym uporałam i szczęśliwie strona zaczęła się ładować zobaczyłam jej kolejną odsłonę z zapytaniem o dwie litery z "przypominającego słowa". Do słowa dołączone było przypominające pytanie, na które sama nie potrafiłam udzielić odpowiedzi. Po trzech błędnych próbach wyświetlił się komunikat: "Wyczerpałaś limit możliwych odpowiedzi. Musisz zadzwonić...". A ja już spocona. Ale załatwione.

Trzeci telefon do Stanów, by zlikwidować abonament na stronie SouthBeachDiet.com. Myślę sobie: "Nie, no, amerykański akcent. Leżę". Po chwili wyczekiwania odbiera miły pan, który bardzo chce mi pomóc. Ja, że chcę zakończyć próbny okres. Dziękuję. Pan: "A dlaczego?" Zrobiło mi się gorąco. Ale nie! Pocałujcie mnie w dupę i powiedziałam prawdę - bo chciałam zobaczyć, jak to funkcjonuje i nie chcę kontynuować. Ok., nie ma sprawy. Za chwilę dostanę emaila potwierdzającego kasację umowy.
Wszystko trwało jakieś dwie minuty. Chwała Bogu za Amerykanów! Ci przynajmniej nie wystawiają w swoich centrach Hindusów, których za Chiny nie mogę zrozumieć. I niczego nie wciskają w zamian. I mają znośny akcent.

O diecie nie myślę, gdy jestem w stresie. Wiedziałam, co mnie dziś czeka, więc wypryskałam się jakimś przeciwpotnym Garnierem i teraz cała pachnąca wypoczywam. Czas na film, Chryste...

Sentymentalnie

05 lipca 2010 0% cukru

Telenowela z byłym chłopcem się jakoś odnowiła więc czas na środki zapobiegawcze. Zmieniłam numer telefonu, trzymam się z dala od Facebooka i w ogóle to chcę zrobić nawet miesięczną przerwę od Internetu. Za dużo w nim przesiaduję. Czasem nawet gdy mam coś do załatwienia na mieście odkładam to w czasie, bo jeszcze to muszę przejrzeć, a później tamto i... tak mija cały dzień, a ja nic nie załatwiam. Klasyczny addict. Nawet telewizja mnie tak nie wciąga.

Podczas wczorajszego pikniku urządziłyśmy zawody wspominkowe z koleżanką, co która robiła w kraju pochodzenia w czasach studenckich bądź licealnych. Byłam bardziej twórcza. Nawet bardzo, bo wciąż coś rysowałam, malowałam, pisałam. Do Anglii przywiozłam z sobą kilka zeszytów z notatkami, bo przecież przyjechałam tu, by zostać reżyserem własnych scenariuszy. Siedziałam z nosem w książkach, w domu nie było komputera, więc internetowe szaleństwo kompletnie się mnie nie imało i żyłam. Nie miałam nawet telefonu komórkowego, bo w czasach LO to wciąż był luksus, na który stać było nielicznych. Ale się nie nudziłam. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że XXI wiek to szaleństwo, do którego Bóg dopuścił przez pomyłkę.

Co stworzyłam przez trzy lata pobytu tutaj? Nic. Zero absolutne. Popadłam w jakiś marazm i nie mogę się z niego wyplątać. A wciąż mam w pamięci dni, gdy po wprowadzeniu się do wynajętego pokoju nie miałam laptopa, bo dopiero co dostałam pracę i byłam zwyczajnie goła i wesoła. Wystarczała mi Tisa i wątłe radyjko, które dostałam za śmieszne pieniądze w Woolworths. Siedziałyśmy w mojej klateczce i słuchałyśmy plotek o gwiazdach, solidaryzowałyśmy się z Britney Spears po jej załamaniu nerwowym, świętowałyśmy nowy nabytek w postaci mojego telefonu z wbudowanym aparatem, bo od teraz mogłyśmy uwieczniać wspólne chwile. TO BYŁY CZASY! I to tak niedawne. Internet to zło, powiadam wam!

Idę zatem popucować pokój. Albo nie - najpierw obejrzę film.

Spoczynek

21 czerwca 2010 1% cukru

Dziwny dzień. Taki spokojny, zero pośpiechu. Można by wręcz powiedzieć, że jak za czasów liceum czy studiów, gdy pozbawiona planów siadałam z książką i tak odbębniałam cały dzień. Czytam „Kopułę” Kinga i całą sobą jestem tam, z bohaterami i ich wrogami. Nie ma pracy, stresu i przeklinania klientów. Jestem ja i wyimaginowany tymczasowy świat książki. Muszę się wzbogacić, by móc żyć po swojemu.

Mam pomysł na własną działalność gospodarczą. Raz nawet nieśmiało przejrzałam informacje o dofinansowaniu ze środków unijnych. Chyba nie jestem stracona.

Wieje optymizmem.

archiwum

2010
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005

kategorie

Codzienność (194)
Ludzie (54)
Uczelnia (50)
Z kokardką (42)
Media, internet (41)
Listy (7)
Kóltóra (5)

linki

Hormony
Ona bloxuje
Spieprzaj dziadu!
Azrael
Chomix
Janina Paradowska
Daniel Passent
Internetowy Obserwator Mediów
Archeowieści
© 2003-2007 copyright ownlog.com